niedziela, 15 lutego 2015

"Misia Sert. Kobieta, która odkryła Coco Chanel" (Arthur Gold, Robert Fizdale)

TYTUŁ POLSKI: "Misia Sert. Kobieta, która odkryła Coco Chanel."
TYTUŁ ORYGINALNY: "Misia: The Life of Misia Sert"
AUTORZY: Arthur Gold, Robert Fizdale
PRZEKŁAD: Katarzyna Kuś, Paweł Wolak
WYDAWNICTWO: Muza
ROK WYDANIA: 2014
STRON: 508

OPIS WYDAWCY: Wielbili ją wielcy poeci, pisarze, malarze i kompozytorzy. Była ich muzą i modelką, a także protektorką - uznanym mecenasem sztuki. Z jej zdaniem liczyła się cała paryska bohema pierwszej połowy XX wieku. Wielokrotnie pozowała Renoirowi, Vuillardowi, Bonnardowi i Toulouse-Leutrecowi. Do grona jej przyjaciół należeli Valery, Chanel, Colette, a także Picasso. Była eminence rose Baletów Rosyjskich. Ta niezwykła kobieta o fascynującym życiorysie odkrył dla świata Coco Chanel.

MOJA OPINIA:

„To zupełnie normalne, że przytrafiają mi się tak niesamowite historie. W końcu jestem wyjątkową osobą i w związku z tym nie mogę, niestety, żyć zgodnie z zasadami. Muszę tworzyć własne reguły.”


           Misia Sert z Godebskich – królowa Paryża, muza artystów, natchnienie poetów. Jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu tej niezwykłej kobiety, dlatego od publikacji Arthura Golda i Roberta Fizdale’a oczekiwałam przede wszystkim tego, że znajdę na jej kartach odpowiedź na pytanie: „Kim była Misia?”. Po przeczytaniu poświęconej jej życiu książki mogę stwierdzić jedno – prosta odpowiedź na to pytanie najzwyczajniej w świecie nie istnieje. Maria Godebska, Misia Natanson, Misia Edwards i w końcu Misia Sert. Jej portrety malowali m.in. Christian Berard, Henri de Toulouse-Lautrec, Auguste Renoir oraz Felix Vallotton. Była kobietą niezależną, żyjącą według własnych zasad. Nie tylko muzą i modelką, ale również przyjaciółką takich sław jak Mallarme, Colette, Picasso czy też Proust, który zresztą opisał ją jako księżną Jurbeletiew na kartach powieści „W poszukiwaniu straconego czasu”.

„Choć skończyła już czterdzieści lat, wciąż miała dziewczęcą twarz i lśniące oczy, które gasły, gdy tylko pojawiała się nuda. Dlatego też unikała nudy i uwielbiała się śmiać, w przeciwieństwie do innych kobiet, które ze strachu przed zmarszczkami rzadko sobie na to pozwalają.”

Misia zwykła mówić: „Ja sztuki nie szanuję. Ja ją kocham.”. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która przez wiele lat nie miała pojęcia o istnieniu tej niezwykłej kobiety. Muza Renoira była kimś, kogo w ogóle nie interesowało honorowe miejsce na przyjęciu – zdecydowanie bardziej wolała miejsce najlepsze, a przyznajcie sami, że zazwyczaj to nie to samo. Może dlatego przeciętny czytelnik wie o niej tak mało…
Misia Sert była Polką, jednak jeżeli się nie mylę, to aż do niedawna na naszym rynku wydawniczym próżno było szukać publikacji poświęconej jej życiu. Przyznam, że byłam zaskoczona, kiedy przeczytałam, że biografia Misi napisana przez Golda i Fizdale’a pojawiła się za granicami naszego kraju jeszcze w 1980 roku, a więc ponad dwadzieścia lat temu. Na szczęście w końcu doczekaliśmy się jej tłumaczenia.

„Genialny jest jej chód, śmiech i sposób, w jaki ustawia innych do pionu. Genialne jest to, jak posługuje się wachlarzem, jak wchodzi do samochodu i jak projektuje diademy. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że jej trudny do uchwycenia, ulotny dar, który czasem znajdował swój wyraz w bezczelności, zawiera w sobie również dawkę prawdziwego geniuszu.”

            Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Mimo dużej ilości informacji dotyczących nie tylko samej Misi, ale również innych, żyjących w czasach Belle Epoque ludzi sztuki, czytelnik z pewnością nie będzie czuł się zagubiony. Gold i Fizdale stworzyli kompleksowy portret kobiety, która dla świata odkryła Gabrielle Chanel. Na kartach książki znajdziemy także nieopublikowany nigdy wcześniej rozdział o Coco ze wspomnień samej Misi oraz listy od Colette, Ravela oraz m.in. Valery’ego.
            Jeżeli jednak zainteresowaliście się tą publikacją głównie ze względu na osobę Chanel, to możecie poczuć się rozczarowani. Podtytuł książki może sugerować, że będzie to temat wiodący, podczas gdy w rzeczywistości jest mocno okrojony i zredukowany właściwie do minimum. Przyznam także, że momentami nużyły mnie przytaczane listy, która często pojawiały się „znikąd” i nie wnosiły wiele do kształtującego się w naszej głowie obrazu Misi Sert.  Mimo tego myślę, że dla osób zainteresowanych prywatną korespondencją tej trzykrotnie zamężnej skandalistki będzie to prawdziwy rarytas. Niemniej jednak uważam, że pozycję poświęconą Misi warto przeczytać. Wielka szkoda, że wciąż istnieje tyle zapomnianych postaci polskiej, ale nie tylko, historii. Jeżeli jest więc okazja, aby poznać ich troszeczkę bliżej, to powinno się z tego skorzystać. Na prawie pięciuset stronach Arthurowi Goldowi i Robertowi Fizdale’owi udało się stworzyć pasjonujący portret kobiety wymykającej się wszelkim regułom. Polecam.

piątek, 13 lutego 2015

"Magiczne dwudziestolecie" (Przemysław Semczuk)

TYTUŁ: "Magiczne dwudziestolecie"
AUTOR: Przemysław Semczuk
WYDAWNICTWO: PWN
ROK WYDANIA: 2014
STRON: 320

PRZEMYSŁAW SEMCZUK: Polski dziennikarz i publicysta specjalizujący się w tematyce historii Polski okresu PRL. Był jednym z współtwórców programu telewizyjnego "Cienie PRLu" realizowanego przez TVP. Publicysta tygodnika "Wprost" i magazynu "Focus Historia".



środa, 11 lutego 2015

RECENZJA: "Podróż zimowa" (Amelie Nothomb)

TYTUŁ POLSKI: "Podróż zimowa"
TYTUŁ ORYGINALNY: "Le Voyage d'hiver"
AUTOR: Amelie Nothomb
PRZEKŁAD: Joanna Polachowska
WYDAWNICTWO: Muza
ROK WYDANIA: 2011
STRON: 93

OPIS WYDAWCY: W Paryżu panuje lodowata zima. Młody pracownik elektrowni - Zoil, udaje się z rutynową inspekcją do mieszkania na poddaszu jednej z paryskich kamienic. Jak wynika z dokumentacji, należy ono do pewnej pisarki. Tam poznaje dwie lokatorki: piękną młodą kobietę o imieniu Astrolab oraz jej odpychającą, zda się na wpół zidiociałą towarzyszkę Alienor. Zoil od pierwszej chwili pozostaje pod urokiem Astrolab, którą początkowo bierze za ową pisarkę. Tymczasem okazuje się, że Astrolab jest tylko towarzyszką , a przede wszystkim opiekunką głupkowatej Alienor, która mimo swoich ułomności fizycznych i psychicznych posiada imponujący talent i wyobraźnię pisarza. Zoil namiętnie zakochuje się w Astrolab. Ta jednak, choć nie pozostaje obojętna na jego starania, nie może i nie chce rozstać się z pisarką. Rozgoryczony Zoil zaczyna obmyślać zemstę na miarę swojej miłości: gigantyczną...

AMELIE NOTHOMB: Ur. w 1967 roku belgijska pisarka, znana na świecie autorka kilkunastu książek tłumaczonych na 35 języków, laureatka licznych nagród literackich, w tym prestiżowej nagrody Akademii Francuskiej (1999). Na polskim rynku wydawniczym dotychczas ukazały się m.in. "Metafizyka rur", "Dziennik Jaskółki", "Krasomówca" oraz "Tak wyszło". Mówi o sobie, że chciałaby być gąbką, by wchłaniać wszystko bez zmęczenia, że ze swoimi powieściami jest w ciąży i że lubi przejrzałe owoce. Wszystko to wskazuje na jedno - Amelie Nothomb dobrze wie, co to znaczy ekstrawagancja. Dodaje przy tym, że "to wszystko prawda", swoim szczególnym głosem, który podobnie jak cała jej osobowość może zarówno uwodzić, jak i drażnić...                                                                              
"Rzecz skrajnie brzydka wywołuje tylko próżne oburzenie. Zapał konieczny do dzieła dewastacji wzbudza jedynie wzniosłe piękno."

MOJA OPINIA: Spoglądam przez ozdobione niesamowitymi malunkami Dziadka Mroza okno. Jeszcze kilka minut wcześniej śniłam o uroczym, czarnym kocie, który leżąc na moich kolanach mruczał mi do ucha przesyconą zapachem ciepłego mleka historię swojego życia. A właściwie wszystkich dziewięciu żyć. Niestety ten niezwykły sen skończył się tak nieoczekiwanie, jak się zaczął. Budziki nie znają litości. Nie robi na nich wrażenia nawet najpiękniejsze, najbardziej realistyczne rojenie. Przyklejam więc nos do oszronionej szyby i napawam się widokiem przywodzącym na myśl scenerię rodem z baśni. Oprószone białym puchem konary drzew, szukające choćby odrobiny pożywienia wróble, tańczące wytwornego menueta płatki  śniegu. Nagle mój wzrok pada na niewielkich rozmiarów książkę. Z tej odległości udaje mi się odczytać jedynie nazwisko autorki - Nothomb. Niewiele myśląc zarzucam na plecy wełniany szal i wybiegam na zewnątrz. Podchodzę do sporych rozmiarów zaspy. "Podróż zimowa" Amelie Nothomb. Pytanie tylko, co robi w tak nietypowym miejscu... Otwieram ją na pierwszej stronie i...
Mam nadzieję, że udało mi się wprowadzić Was w prawdziwie zimowy klimat, bo tym razem chciałabym opowiedzieć Wam o krótkiej, niespełna stustronicowej historii, która rozpoczyna się pewnego magicznego, wyjątkowo mroźnego dnia w jednej z dzielnic Paryża. "Podróż zimowa" Amelie Nothomb trafiła w moje ręce przypadkiem. Weszłam do księgarni nie dlatego, że chciałam kupić książkę. Dziwne? Biorąc pod uwagę fakt, że na zewnątrz było wyjątkowo zimno, a mój tramwaj właśnie odjechał, wcale nie. W każdym razie podczas powrotu do mieszkania moje ręce były już zajęte przerzucaniem kolejnych stron.
"Podróż zimowa" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Nothomb i mam nadzieję, że nie ostatnim, bo zauroczyła mnie właściwie od pierwszych stron, choć przyznam się Wam, że nie liczyłam z jej strony na zbyt wiele.  Serce widniejące na okładce zapowiadało, że książka skrywa w swoim wnętrzu historię miłości. Banał? Tylko na pierwszy rzut oka, bo opisane wydarzenia stanowią jedynie pretekst do poruszenia spraw o wiele głębszych i ponadczasowych.
Książka jest dość krótka. Styl autorki nie zostawia miejsca na zbędne, przypadkowe słowa. Amelie Nothomb uszyła całą opowieść lepiej, niż niejeden krawiec. "Podróż zimowa" zbudowana jest z retrospekcji, którymi główny bohater, czyli Zoil, tłumaczy swój niezwykły plan zemsty na pięknej Astrolab. Zaplanowany przez niego czyn, choć w rzeczywistości wzbudziłby w nas oburzenie, w powieści zyskuje status czegoś zupełnie normalnego. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że zaczynam przejmować punkt widzenia Zoila i doskonale go rozumieć.
Mimo tego uważam, że "Podróż zimowa" nie spodoba się każdemu. Jest to dość specyficzna historia i o ile nikt nie będzie miał problemu z jej przeczytaniem (po pierwsze nie jest długa, a po drugie czyta się ją bardzo szybko), to jednak nie wszyscy dostrzegą jej urok. Nothomb z brzydoty wydobywa piękno, a przywoływane przez nią obraźliwe słowa przestają robić na czytelniku większe wrażenie. Ze swojej strony - polecam :).

wtorek, 10 lutego 2015