piątek, 22 sierpnia 2014

RECENZJA: "Chiński ekspres" (K.S. Rutkowski)

TYTUŁ POLSKI: "Chiński ekspres"
AUTOR: K.S. Rutkowski
WYDAWNICTWO: Intro-Druk
ROK WYDANIA: 2010
STRON: 95

     

O K.S. Rutkowskim: Ur. w 1974 roku. Autor twardej, męskiej prozy, która spotyka się zarówno z przychylnymi opiniami, jak i falą krytyki. Do tej pory wydał cztery książki: "Kryminał tango", "Brudne historie", "Chiński ekspres" oraz "W niewoli seksu". Rutkowski jest również współautorem galerii internetowej LADIES. Obecnie pracuje w Koszalinie.

STRONA AUTORA: KLIK
MOJA OPINIA:   Niejednokrotnie wspominałam, że nie potrafię zrozumieć pewnego rodzaju ignorancji, z jaką na polskim rynku wydawniczym spotykają się nasi rodzimi pisarze. Ostatnio przeszukując Internet w poszukiwaniu - bądźmy szczerzy - mało konkretnych rzeczy, znalazłam artykuł, z którego wynikało, że w Niemczech wydawcy nie boją się dawać szansy mało znanym, krajowym pisarzom, w wyniku czego nazwiska niemieckie przeważają nad amerykańskimi czy norweskimi, a czytelnicy z chęcią odkrywają nowych magików pióra. Niestety jak dobrze wiemy w Polsce sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jeżeli nawet wydawca zdecyduje się zainwestować w Jana Kowalskiego, to o ewentualną promocję zabiegać musi już sam pisarz, ponieważ ta zagwarantowana przez siły wyższe jest niewielka. Zresztą - czy nie jest tak, że stając przed stosem książek w księgarni, ignorujemy powieści ".....kiego" lub "....icza", a z ciekawością przyglądamy się krzyczącym do nas, wychuchanym i dopracowanym okładkom powieści jakiegoś Smitha, który spogląda na nas z połowy billboardów w mieście?
   Uważam, że czas to zmienić i wykroczyć poza twórców zagranicznych oraz takie nazwiska jak chociażby Pilch. Nie bądźmy jak kanon lektur szkolnych, w którym zabrakło miejsca na literaturę najnowszą. Nie bójmy się szukać nowego Różewicza czy Grabińskiego, który obecnie albo chowa swoją twórczość do szuflady, albo dzięki wspaniałomyślności jakiegoś prowincjonalnego wydawnictwa opublikował swoje sto stron, jednak ze względu na mały nakład i kompletny brak promocji przeszedł bez echa... Miał pecha i nie spotkał na swojej drodze kogoś, kto szepnąłby o nim słówko gdzieś wyżej... Nie wiem jak Wy, ale ja nie boję się szukać.
   Dzisiaj chciałabym zwrócić Waszą uwagę na trzecią z kolei książkę K.S. Rutkowskiego. Tak - trzecią. Zgaduję, że znajdzie się tutaj najwyżej kilka osób, które będzie potrafiło podać mi tytuł przynajmniej jednej z wcześniejszych. Cała reszta wyrazi zdziwienie mówiąc: "Jak to? To nie jest debiut?". :) Moim skromnym zdaniem na twórczość tego mocno stąpającego po ziemi człowieka warto zwrócić uwagę. Nie tylko dlatego, że jego książki połyka się "na raz". Przecież tempo czytania o niczym nie świadczy.
  "Chiński ekspres" stanowi plon wypadu Rutkowskiego do Państwa Środka. Na prawie stu stronach autor opisuje wycieczkę do Chin, na którą tylko z pozoru odpowiedzialny i stateczny ojciec zabiera córkę, spełniając jedno z jej marzeń. No właśnie... Jedno z JEJ marzeń, bo ON raczej nie należy do gatunku ludzi, którzy zachwycają się każdym nowo odkrytym kamieniem.

   "Dobrze znałem to miejsce z wielkiego filmu Bernarda Bertolucciego "Ostatni cesarz". Oglądałem go chyba ze trzy razy, zauroczony rozmachem z jakim został zrobiony (...). Zakazane Miasto wydawało mi się miejscem magicznym i pięknym, jednak widziane na żywo straciło cały swój urok. Nie czułem już żadnej aury. Pewnie zadeptał ją spęd turystów z całego świata, rozpraszał błysk fleszy ze wszystkich stron."

   Na kartach książki nie ma miejsca na silenie się na ubieranie brzydkich rzeczy w ładne słowa. "Chiński ekspres" napisany został językiem mocnym, męskim, momentami wulgarnym, co paradoksalnie stanowi jego atut. Nie potrafię wyobrazić sobie opowiedzenia tej historii w inny sposób. Ostre wypowiedzi bohaterów są "po coś". Nie stanowią jedynie środka do wywołania taniej sensacji. Co więcej, właśnie dzięki prostocie języka autorowi udało się stworzyć satyrę ośmieszającą "turystów" wyjeżdżających na wakacje organizowane przez biura podróży. Główny bohater bierze pod lupę swoich współtowarzyszy, bezlitośnie wyliczając ich wady. A jest co wyliczać, bo zostaje zmuszony do spędzania czasu w towarzystwie rozkapryszonej bandy pseudoobieżyświatów - bogaczy, którzy myślą, że za pieniądze można kupić wszystko oraz między innymi pantoflarza z krwi i kości.
   Główny bohater jest z pozoru niesympatycznym, lubiącym narozrabiać, cierpiącym na depresję typkiem, którego raczej nie chcielibyśmy spotkać na swojej drodze w realnym życiu. Nie spisujmy go jednak na straty, ponieważ umożliwia czytelnikowi całkowicie inne spojrzenie na otaczający świat, demaskuje to, co Chińczycy chcieliby przed turystami z zachodu ukryć...

  "Bieda w Chinach istniała, nie miałem co do tego żadnych wątpliwości, ale w miastach starano się ją zamaskować, choćby usuwając ją z drogi dla zachodnich turystów. (...) Zmiatano ją pod dywan systemu, z którego i tak zaraz wyłaziła na sąsiednich, mniej prestiżowych i nie pilnowanych już tak ulicach."

   K.S. Rutkowski ma słabość do opisywania miejsc i sytuacji, w których czytelnik raczej nie chciałby się znaleźć, jednak o których bardzo chętnie przeczyta... Cóż. Mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale jeżeli jest pierwszy, to oznacza, że są kolejne, więc dlaczego nie zajrzeć przez dziurkę od klucza? W poprzednich książkach autor zabierał nas między innymi do więziennego świata pełnego kryminalistów i przemocy. W "Chińskim ekspresie" ponownie funduje nam wycieczkę do miejsca równie obcego, co porażającego, bo okazuje się, że podczas podróży życia, z bohaterów "wypełzają" wady, których z całą pewnością nie chcieliby nikomu pokazywać... Wady, które zauważa nie wykształcony psycholog lub filozof, ale zwyczajny, zresztą niepozbawiony własnych, słabszych stron, człowiek.
  Oczywiście całkiem możliwe, że twórczość K.S. Rutkowskiego część z Was znienawidzi (za brutalność, ostrość, męskość), jednak mimo wszystko warto dać jej szansę. Nie jest to może coś na miarę gigantów literatury, ale z całą pewnością zasługuje na swoje pięć minut. 

Za książkę dziękuję autorowi, jednak fakt ten nie miał wpływu na moją ocenę.

4 komentarze:

  1. Czytałam jego zbiór opowiadań "W niewoli seksu". Muszę przyznać, że pozycja zrobiła na mnie duże wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację, my czytelnicy omijamy polskich autorów i nie ułatwiamy im. Ja sama częściej sięgam po zagraniczne pozycje częściej, niż te nasze. Staram się to zmienić, ale zawsze w oko wpada wyczekiwany, zagraniczny tytuł. "Chiński ekspres" postaram się dopaść :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli trafi w moje ręce to chętnie po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń