poniedziałek, 23 marca 2015

"Gdzie się podziały sztućce pani Burgand?" (Kasia Turajczyk, Lech Cieśliński)


TYTUŁ: "Gdzie się podziały sztućce pani Burgand?"
AUTOR: Kasia Turajczyk, Lech Cieśliński
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA: 2015
STRON: 136

OPIS WYDAWCY: Na Wzgórzach Wiecznie Kwitnących Wrzosów wielkie zamieszanie! W dziwnych okolicznościach giną mieszkańcom różne przedmioty. Piątka przyjaciół z dzielnicy Dolina Wyobraźni rusza tropem tajemniczego złodzieja. Dudzio, Orzesio, Brudzio, Huti i Heleńcia niczym prawdziwi detektywi odkrywają informacje i dowody, które dzień po dniu przybliżają ich do rozwiązania zagadki.

MOJA OPINIA: W ciągu ostatnich miesięcy przez moje ręce przewinęło się sporo "mocnych", opowiadających o przestępstwach powieści, dlatego postanowiłam przynajmniej na krótką chwilę oderwać się od szarego, ponurego oblicza współczesnego świata i przenieść się do... Doliny Wyobraźni! Jeżeli jesteście ciekawi, czy temu niezwykłemu miejscu udało się mnie oczarować, to zachęcam do poświęcenia kilku minut i przeczytania mojej opinii na temat opowiadania powstałego dzięki współpracy Artystki (celowo przez wielkie "A") Kasi Turajczyk oraz jej syna Lecha Cieślińskiego.

"Pokój Heleńci był bardzo kolorowy. (...) W momencie, kiedy wkroczyła do niego piątka detektywów, zmienił się jak za dotknięciem magicznej różdżki."

       Uwielbiam historie z wątkiem detektywistycznym, dlatego kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu książki "Gdzie się podziały sztućce pani Burgand?", od razu wiedziałam, że musi być moja. Wiem, wiem... Jakiś czas temu przestałam bawić się lalkami, co stanowi niezbity dowód na to, że nie jestem już uroczym przedszkolakiem, jednak wciąż nie zrezygnowałam - i nie mam zamiaru rezygnować! - z marzeń. A skoro nie mam zamiaru z nich rezygnować, to nie widzę też powodu, dla którego miałabym unikać przesyconej magią literatury dla dzieci.
     Czego oczekiwałam od książki? Przede wszystkim tego, że pozwoli mi oderwać się od rzeczywistości, zabierze w niezwykłą podróż do krainy, w której zdarzyć może się absolutnie wszystko oraz że pokaże mi rządzący się prostymi, przejrzystymi regułami, kryjący się w główkach wszystkich dzieci, świat. Niestety, choć po dokonaniu ostatecznego rozrachunku książka wypada pozytywnie, to jednak nie obyło się bez kilku niedociągnięć.
     Zacznę od tego, że jestem pod ogromnym wrażeniem ilustracji, w które mogłabym wpatrywać się godzinami. Są dokładnie takie, jakie być powinny, czyli bardzo kolorowe, wzbudzające zaciekawienie, ale jednocześnie proste i wyraziste. Sprawiają, że czytanie książki staje się jeszcze przyjemniejsze. Krótko mówiąc - dzieci będą zachwycone i nie zdziwiłabym się, gdyby zaczęły próbować własnych sił w malowaniu głównych bohaterów.
    A skoro jesteśmy przy bohaterach... Odniosłam wrażenie, że mogli zostać o wiele lepiej, "panoramiczniej" wykreowani. Szczególnie, że ich zadaniem jest podbić serca młodych (także duchem) czytelników. Dudzio, Orzesio, Brudzio, Huti i Heleńcia. O ile ich imiona jestem w stanie wymienić bez mrugnięcia okiem, to jednak  nie mogę pozbyć się wrażenia, że w tekście książki sportretowani zostali dość "płytko". Choć nie kwestionuję tego, że są niezwykle sympatycznymi zwierzątkami, to obawiam się, że nie uda się im podbić serc czytelników na dłużej. W mojej głowie funkcjonują raczej jako grupa, a nie jako jednostki, co powoduje, że nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć o nich, że zostali NARYSOWANI. Właściwsze wydaje mi się określenie ZARYSOWANI.
      Ze względu na sporą liczbę nazw własnych, początkowo - zarówno starsi, jak i młodsi czytelnicy - mogą mieć problem z odnalezieniem się w wykreowanym przez Kasię Turajczyk i Lecha Cieślińskiego, świecie. Na szczęście już po kilku stronach w Dolinie Wyobraźni zaczynamy czuć się jak w domu i z niesłabnącym zainteresowaniem śledzimy rozwój wypadków. 
         "Gdzie się podziały sztućce pani Burgand?" to przede wszystkim przesympatyczna opowieść o prawdziwej, czystej przyjaźni. Książka pokazuje właściwe wzorce oraz uczy, aby zawsze zwracać uwagę na drugiego człowieka, którego nie zastąpi nam nawet najlepszy komputer. Dzięki niej na nowo odkryłam rządzący się własnymi prawami świat dziecięcej, potrafiącej przekształcać rzeczywistość, wyobraźni.
        Na uwagę zasługuje także bardzo dobrze poprowadzona, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji intryga detektywistyczna, która zapewni doskonałą zabawę właściwie wszystkim. Ja czuję się usatysfakcjonowana ;).
       Podsumowując, jeżeli wybaczycie tej uroczej opowieści pewne niedociągnięcia, to myślę, że możecie przeżyć niesamowitą podróż. Podróż nie tylko po Dolinie Wyobraźni, ale przede wszystkim w głąb siebie...
     
Niezależnie od tego, czy jesteście zainteresowani książką, zachęcam do odwiedzenia strony, na której możecie obejrzeć więcej uroczych obrazów pani Kasi - KLIK.