TYTUŁ POLSKI: "Misia Sert. Kobieta, która odkryła Coco Chanel."
TYTUŁ ORYGINALNY: "Misia: The Life of Misia Sert"
AUTORZY: Arthur Gold, Robert Fizdale
PRZEKŁAD: Katarzyna Kuś, Paweł Wolak
WYDAWNICTWO: Muza
ROK WYDANIA: 2014
STRON: 508
OPIS WYDAWCY: Wielbili ją wielcy poeci, pisarze, malarze i kompozytorzy. Była ich muzą i modelką, a także protektorką - uznanym mecenasem sztuki. Z jej zdaniem liczyła się cała paryska bohema pierwszej połowy XX wieku. Wielokrotnie pozowała Renoirowi, Vuillardowi, Bonnardowi i Toulouse-Leutrecowi. Do grona jej przyjaciół należeli Valery, Chanel, Colette, a także Picasso. Była eminence rose Baletów Rosyjskich. Ta niezwykła kobieta o fascynującym życiorysie odkrył dla świata Coco Chanel.
MOJA OPINIA:
„To zupełnie normalne, że przytrafiają mi się tak niesamowite historie. W
końcu jestem wyjątkową osobą i w związku z tym nie mogę, niestety, żyć zgodnie
z zasadami. Muszę tworzyć własne reguły.”

Misia Sert z Godebskich
– królowa Paryża, muza artystów, natchnienie poetów. Jeszcze do niedawna nie
miałam pojęcia o istnieniu tej niezwykłej kobiety, dlatego od publikacji
Arthura Golda i Roberta Fizdale’a oczekiwałam przede wszystkim tego, że znajdę
na jej kartach odpowiedź na pytanie: „Kim była Misia?”. Po przeczytaniu
poświęconej jej życiu książki mogę stwierdzić jedno – prosta odpowiedź na to
pytanie najzwyczajniej w świecie nie istnieje. Maria Godebska, Misia Natanson,
Misia Edwards i w końcu Misia Sert. Jej
portrety malowali m.in. Christian Berard, Henri de Toulouse-Lautrec, Auguste
Renoir oraz Felix Vallotton. Była kobietą niezależną, żyjącą według własnych zasad.
Nie tylko muzą i modelką, ale również przyjaciółką takich sław jak Mallarme,
Colette, Picasso czy też Proust, który zresztą opisał ją jako księżną
Jurbeletiew na kartach powieści „W poszukiwaniu straconego czasu”.
„Choć skończyła już czterdzieści lat, wciąż miała dziewczęcą twarz i
lśniące oczy, które gasły, gdy tylko pojawiała się nuda. Dlatego też unikała
nudy i uwielbiała się śmiać, w przeciwieństwie do innych kobiet, które ze
strachu przed zmarszczkami rzadko sobie na to pozwalają.”
Misia zwykła mówić: „Ja sztuki nie szanuję. Ja ją
kocham.”. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która przez wiele lat nie miała
pojęcia o istnieniu tej niezwykłej kobiety. Muza Renoira była kimś, kogo w
ogóle nie interesowało honorowe miejsce na przyjęciu – zdecydowanie bardziej
wolała miejsce najlepsze, a przyznajcie sami, że zazwyczaj to nie to samo. Może
dlatego przeciętny czytelnik wie o niej tak mało…
Misia Sert była Polką, jednak jeżeli się nie mylę, to
aż do niedawna na naszym rynku wydawniczym próżno było szukać publikacji
poświęconej jej życiu. Przyznam, że byłam zaskoczona, kiedy przeczytałam, że biografia
Misi napisana przez Golda i Fizdale’a pojawiła się za granicami naszego kraju
jeszcze w 1980 roku, a więc ponad dwadzieścia lat temu. Na szczęście w końcu
doczekaliśmy się jej tłumaczenia.
„Genialny jest jej chód, śmiech i sposób, w jaki ustawia innych do pionu.
Genialne jest to, jak posługuje się wachlarzem, jak wchodzi do samochodu i jak
projektuje diademy. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że jej trudny do
uchwycenia, ulotny dar, który czasem znajdował swój wyraz w bezczelności,
zawiera w sobie również dawkę prawdziwego geniuszu.”
Książkę czyta się bardzo
przyjemnie. Mimo dużej ilości informacji dotyczących nie tylko samej Misi, ale również
innych, żyjących w czasach Belle Epoque ludzi sztuki, czytelnik z pewnością nie
będzie czuł się zagubiony. Gold i Fizdale stworzyli kompleksowy portret
kobiety, która dla świata odkryła Gabrielle Chanel. Na kartach książki
znajdziemy także nieopublikowany nigdy wcześniej rozdział o Coco ze wspomnień
samej Misi oraz listy od Colette, Ravela oraz m.in. Valery’ego.
Jeżeli jednak
zainteresowaliście się tą publikacją głównie ze względu na osobę Chanel, to
możecie poczuć się rozczarowani. Podtytuł książki może sugerować, że będzie to
temat wiodący, podczas gdy w rzeczywistości jest mocno okrojony i zredukowany
właściwie do minimum. Przyznam także, że momentami nużyły mnie przytaczane
listy, która często pojawiały się „znikąd” i nie wnosiły wiele do
kształtującego się w naszej głowie obrazu Misi Sert. Mimo tego myślę, że dla osób zainteresowanych
prywatną korespondencją tej trzykrotnie zamężnej skandalistki będzie to
prawdziwy rarytas. Niemniej jednak uważam, że pozycję poświęconą Misi warto
przeczytać. Wielka szkoda, że wciąż istnieje tyle zapomnianych postaci
polskiej, ale nie tylko, historii. Jeżeli jest więc okazja, aby poznać ich
troszeczkę bliżej, to powinno się z tego skorzystać. Na prawie pięciuset
stronach Arthurowi Goldowi i Robertowi Fizdale’owi udało się stworzyć
pasjonujący portret kobiety wymykającej się wszelkim regułom. Polecam.
Książkę posiadam w swoich zbiorach, więc będę jak tylko pozwoli czas to się z nią zapoznam . pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMam ją na półce, ale czasu na jej przeczytanie jakoś ciągle mi brakuje...
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o tej pani, ale z olbrzymią chęcią się z nią zapoznam ;)
OdpowiedzUsuńsupreme new york
OdpowiedzUsuńoff white
palm angels outlet