środa, 18 lutego 2015

"Brudne historie" (K.S. Rutkowski)

TYTUŁ: "Brudne historie"
AUTOR: K.S. Rutkowski
GRAFIKI: Krzysztof SADO Sadowski
ROK WYDANIA: 2006
STRON: 186

K.S. RUTKOWSKI: Rocznik 1974. Urodzony w Koszalinie, gdzie mieszka i pracuje. Był bezrobotnym, tokarzem, pracownikiem budowlanym, zakładał domofony. Autor bardzo kontrowersyjnych opowiadań. Ich bohaterowie to najczęściej ludzie z marginesu społecznego egzystujący w świecie przemocy, podejmujący jednak nieudolne próby odmiany swego losu. 
KRZYSZTOF "SADO" SADOWSKI: Rocznik 1973. Urodzony w Gdyni. Był kierowcą, kopaczem rowów, szlifierzem bursztynu, aktorem oraz pracownikiem portowym w Holandii. Absolwent Sopockiej Szkoły Fotografii WFH, w której obecnie jest wykładowcą. Od roku 2004 należy do Związku Polskich Artystów Plastyków. Autor silnie zabarwionych erotyzmem, kontroweryjnych wystaw fotografii. Uprawia także fotografię komercyjną oraz projektuje okładki zespołów rockowych (m.in. Behemoth, Vader, Kobranocka). 

MOJA OPINIA: 

„Gnida na wolności był menelem i gdy go przymknęli, nie miał co szukać ratunku. W więziennej hierarchii stał trochę wyżej od cwela, ale niżej od frajera.”

W przeciwieństwie do sporej liczby autorów piszących o uroczych krajobrazach i puszystych kotkach, K.S. Rutkowski pochyla się nie tyle nad ciemnymi, ile przede wszystkim brudnymi historiami z życia większych bądź mniejszych popaprańców. Historiami, które wbrew pozorom nie rozgrywają się wyłącznie w zakładach karnych i szarych blokowiskach, ale również na Mauritiusie, Cyprze oraz podczas podróży przez Czarny Ląd, ponieważ absolutnie każdy człowiek, niezależnie od piastowanego stanowiska posiada swoją brudną stronę. Tyle tylko, że niektórzy ze wszystkich sił, a jednak nie zawsze z powodzeniem, starają się ją ukryć pod płaszczykiem uroczego uśmiechu i hojnego gestu.
„Brudne historie” są już moim czwartym spotkaniem z twórczością K.S. Rutkowskiego, który do tej pory oprowadzał mnie po więziennych celach („Kryminał tango”), odkrywał zakamarki męskiej psychiki („W niewoli seksu”) oraz ośmieszał „turystów” wyjeżdżających na wakacje organizowane przez biura podróży („Chiński ekspres”). Podobnie jak w pozycjach, które trafiły do moich rąk jakiś czas temu, także w „Brudnych historiach” ten wymykający się wszelkim ograniczeniom autor podejmuje się opisywania sytuacji wzbudzających kontrowersje. Mocną, męską prozę K.S. Rutkowskiego można pokochać, albo znienawidzić.

„Od czterech dni nie spaliśmy w normalnych łóżkach ani pod dachem, tylko w śpiworach na gołej ziemi, przy rozpalonych ogniskach, nieustannie nękani przez moskity (…). Lepiliśmy się od brudu i potu.”

            Uznanie „Brudnych historii” za opowiadania byłoby lekkim nadużyciem, ponieważ większość z nich to krótkie migawki, obrazy z życia najróżniejszych ludzi, którzy w dość dużym stopniu nasuwają skojarzenia z samym autorem. Efekt jest taki, że czytając opisane przez Rutkowskiego epizody zaczynamy poważnie zastanawiać się nad tym, czy nie są one przypadkiem autobiograficzne… Wydana w 2006 roku pozycja zawiera siedemnaście wymagających od czytelnika dużej cierpliwości historii. Podczas ich czytania trzeba zapomnieć o „pięknej”, ubranej w ładne słowa, prozie. Jeżeli „Brudne historie” będą waszym pierwszym spotkaniem z K.S. Rutkowskim, to podczas ich czytania możecie poczuć się co najmniej dziwnie. Traficie do zupełnie innego, ale jednocześnie podejrzanie prawdziwego świata.

„Nie lubię kobiet łatwych. Tych, które dają się poderwać, bo nie mają nikogo, kto mógłby im tego zabronić. (…) Byle frajer potrafi poderwać samotną kobietę. Niewielu odebrać je ich mężczyznom, patrząc im bezczelnie prosto w twarz.”

          
  Po przeczytaniu kolejnej już pozycji autorstwa K.S. Rutkowskiego doszłam do pewnego wniosku. Tego nietypowego, ale z całą pewnością zasługującego na uwagę autora, należy traktować jak antybiotyk. Po jego książki sięgnijcie wtedy, gdy będziecie mieli już dość powieści lub opowiadań,  które są „wygładzone” i zawierają zapierające dech w piersiach opisy przyrody. Pamiętajcie o tym, żeby nie czytać książek tego autora jedna po drugiej, ponieważ tak jak piękno, tak i brzydotę należy właściwie dawkować. Co za dużo, to niezdrowo.
            Oczywiście nie wszystkie utrwalone przez Rutkowskiego historie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Niektórych już nawet nie pamiętam, ale akurat to jest chyba kwestią indywidualną. W każdym razie przy czytaniu wielu z nich autorowi udało się mnie zaskoczyć. Ale czemu się tu dziwić – codzienność zaskakuje nas przecież jeszcze bardziej.
„Brudne historie” polecam więc wszystkim tym, którzy szukają czegoś innego, wzbudzającego kontrowersje, undergroundowego.

„Niektórzy w tym co piszę widzą talent, inni wypociny jeszcze jednego grafomana. Nie wiem, kto ma rację. Wiem, że kroczę długą i krętą drogą, jaką jest pisarstwo i albo kiedyś dojdę do jej końca zyskując nazwisko, pozycję i czytelników, albo nigdy jej nie przejdę. Tych kilkanaście opowiadań (…) to mój kolejny krok na tej drodze. Mam nadzieję, że nie najgorszy, ani nie ostatni.”

K.S. Rutkowski

3 komentarze:

  1. Może uda mi się znaleźć coś dla siebie w tej książce ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna książka :) Również polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przez pewien czas to nazwisko przewijało się przez kilka czytanych przeze mnie blogów i zainteresowało mnie :) może wreszcie czas ruszyć na łowy i poszukać książek tego pana :)

    OdpowiedzUsuń