TYTUŁ: "Brudne historie"
AUTOR: K.S. Rutkowski
GRAFIKI: Krzysztof SADO Sadowski
ROK WYDANIA: 2006
STRON: 186
K.S. RUTKOWSKI: Rocznik 1974. Urodzony w Koszalinie, gdzie mieszka i pracuje. Był bezrobotnym, tokarzem, pracownikiem budowlanym, zakładał domofony. Autor bardzo kontrowersyjnych opowiadań. Ich bohaterowie to najczęściej ludzie z marginesu społecznego egzystujący w świecie przemocy, podejmujący jednak nieudolne próby odmiany swego losu.
KRZYSZTOF "SADO" SADOWSKI: Rocznik 1973. Urodzony w Gdyni. Był kierowcą, kopaczem rowów, szlifierzem bursztynu, aktorem oraz pracownikiem portowym w Holandii. Absolwent Sopockiej Szkoły Fotografii WFH, w której obecnie jest wykładowcą. Od roku 2004 należy do Związku Polskich Artystów Plastyków. Autor silnie zabarwionych erotyzmem, kontroweryjnych wystaw fotografii. Uprawia także fotografię komercyjną oraz projektuje okładki zespołów rockowych (m.in. Behemoth, Vader, Kobranocka).
MOJA OPINIA:
„Gnida na wolności był menelem i gdy go przymknęli, nie miał co szukać
ratunku. W więziennej hierarchii stał trochę wyżej od cwela, ale niżej od
frajera.”
W przeciwieństwie do sporej liczby autorów piszących o
uroczych krajobrazach i puszystych kotkach, K.S. Rutkowski pochyla się nie tyle
nad ciemnymi, ile przede wszystkim brudnymi historiami z życia większych bądź
mniejszych popaprańców. Historiami, które wbrew pozorom nie rozgrywają się
wyłącznie w zakładach karnych i szarych blokowiskach, ale również na
Mauritiusie, Cyprze oraz podczas podróży przez Czarny Ląd, ponieważ absolutnie
każdy człowiek, niezależnie od piastowanego stanowiska posiada swoją brudną
stronę. Tyle tylko, że niektórzy ze wszystkich sił, a jednak nie zawsze z
powodzeniem, starają się ją ukryć pod płaszczykiem uroczego uśmiechu i hojnego
gestu.

„Brudne historie” są już moim czwartym spotkaniem z
twórczością K.S. Rutkowskiego, który do tej pory oprowadzał mnie po więziennych
celach („Kryminał tango”), odkrywał zakamarki męskiej psychiki („W niewoli
seksu”) oraz ośmieszał „turystów” wyjeżdżających na wakacje organizowane przez
biura podróży („Chiński ekspres”). Podobnie jak w pozycjach, które trafiły do
moich rąk jakiś czas temu, także w „Brudnych historiach” ten wymykający się
wszelkim ograniczeniom autor podejmuje się opisywania sytuacji wzbudzających
kontrowersje. Mocną, męską prozę K.S. Rutkowskiego można pokochać, albo znienawidzić.
„Od czterech dni nie spaliśmy w normalnych łóżkach ani pod dachem, tylko
w śpiworach na gołej ziemi, przy rozpalonych ogniskach, nieustannie nękani
przez moskity (…). Lepiliśmy się od brudu i potu.”
Uznanie „Brudnych
historii” za opowiadania byłoby lekkim nadużyciem, ponieważ większość z nich to
krótkie migawki, obrazy z życia najróżniejszych ludzi, którzy w dość dużym
stopniu nasuwają skojarzenia z samym autorem. Efekt jest taki, że czytając
opisane przez Rutkowskiego epizody zaczynamy poważnie zastanawiać się nad tym,
czy nie są one przypadkiem autobiograficzne… Wydana w 2006 roku pozycja zawiera
siedemnaście wymagających od czytelnika dużej cierpliwości historii. Podczas
ich czytania trzeba zapomnieć o „pięknej”, ubranej w ładne słowa, prozie.
Jeżeli „Brudne historie” będą waszym pierwszym spotkaniem z K.S.
Rutkowskim, to podczas ich czytania możecie poczuć się co najmniej dziwnie.
Traficie do zupełnie innego, ale jednocześnie podejrzanie prawdziwego świata.
„Nie lubię kobiet łatwych. Tych, które dają się poderwać, bo nie mają
nikogo, kto mógłby im tego zabronić. (…) Byle frajer potrafi poderwać samotną
kobietę. Niewielu odebrać je ich mężczyznom, patrząc im bezczelnie prosto w
twarz.”
Po przeczytaniu kolejnej
już pozycji autorstwa K.S. Rutkowskiego doszłam do pewnego wniosku. Tego
nietypowego, ale z całą pewnością zasługującego na uwagę autora, należy traktować
jak antybiotyk. Po jego książki sięgnijcie wtedy, gdy będziecie mieli już dość
powieści lub opowiadań, które są „wygładzone”
i zawierają zapierające dech w piersiach opisy przyrody. Pamiętajcie o tym,
żeby nie czytać książek tego autora jedna po drugiej, ponieważ tak jak piękno,
tak i brzydotę należy właściwie dawkować. Co za dużo, to niezdrowo.
Oczywiście nie wszystkie
utrwalone przez Rutkowskiego historie zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie.
Niektórych już nawet nie pamiętam, ale akurat to jest chyba kwestią
indywidualną. W każdym razie przy czytaniu wielu z nich autorowi udało się mnie
zaskoczyć. Ale czemu się tu dziwić – codzienność zaskakuje nas przecież jeszcze
bardziej.
„Brudne historie” polecam więc wszystkim tym, którzy szukają czegoś
innego, wzbudzającego kontrowersje, undergroundowego.
„Niektórzy w tym co piszę widzą talent, inni wypociny jeszcze jednego
grafomana. Nie wiem, kto ma rację. Wiem, że kroczę długą i krętą drogą, jaką
jest pisarstwo i albo kiedyś dojdę do jej końca zyskując nazwisko, pozycję i czytelników,
albo nigdy jej nie przejdę. Tych kilkanaście opowiadań (…) to mój kolejny krok
na tej drodze. Mam nadzieję, że nie najgorszy, ani nie ostatni.”
K.S. Rutkowski
Może uda mi się znaleźć coś dla siebie w tej książce ;)
OdpowiedzUsuńŚwietna książka :) Również polecam :)
OdpowiedzUsuńPrzez pewien czas to nazwisko przewijało się przez kilka czytanych przeze mnie blogów i zainteresowało mnie :) może wreszcie czas ruszyć na łowy i poszukać książek tego pana :)
OdpowiedzUsuń