sobota, 14 listopada 2015

RECENZJA: "Czerwień obłędu" (Dawid Waszak)

TYTUŁ: "Czerwień obłędu"
AUTOR: Dawid Waszak
WYDAWNICTWO: Novae Res
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 175

OPIS WYDAWCY: Dorian miał wszystko - młodą i piękną żonę, dom w dobrej dzielnicy Jarocina, zdolnego syna, udany seks, ciekawą pracę i poukładane życie. Nagle jego świat legł w gruzach - runęło wszystko, co do tej pory było dla niego ważne. I nie spowodował tego żaden kataklizm, a samospełniające się wizje, które wtargnęły w jego uporządkowany świat. Spokojny dotąd mężczyzna uwikłany zostaje w pasmo nieprzewidzianych sytuacji, które zapowiadają tragedię. Co z tym wszystkim ma wspólnego kobieta w czerwonej sukni?

DAWID WASZAK: Urodził się 28 stycznia 1989 roku w Jarocinie. Został absolwentem technikum handlowego, po czym zrezygnował z dalszej edukacji na rzecz rozwijania swoich pasji związanych z literaturą. W 2012 roku, podczas pobytu w Niemczech, ukończył swoją pierwszą książkę pt. "Narodziny zła". Pozytywne recenzje zmotywowały młodego pisarza do rozpoczęcia działań nad nową powieścią - "O tym, który raz już umarł". Oprócz pisania pasją Dawida Waszaka jest również muzyka rockowa i alternatywna. Od grudnia ubiegłego roku autor "Czerwieni obłędu" ma swoje miejsce w sieci - KLIK.

MOJA OPINIA: Jakiś czas temu wspólnie ze znajomymi zastanawiałam się nad tym, czy łatwiej jest napisać o książce, która zrobiła na nas pozytywne wrażenie, czy może raczej o wiele prościej jest ubrać w słowa swoje odczucia po przeczytaniu rozczarowującej historii. Nasze opinie były podzielone. Moim zdaniem o wiele trudniej jest przygotować recenzję książki, która (niestety!) nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Powód takiego stanu rzeczy jest dość prosty. Jeżeli piszemy: "Świetnie nakreśleni bohaterowie!", "Przypaliłam zupę, bo nie mogłam oderwać się od czytania!", "Autor to wirtuoz słowa!", nikt nie wymaga od nas szczegółowych uzasadnień tych okrzyków. Zadowolone jest i wydawnictwo (bo wydało genialną opowieść), i autor (bo wie, że jego praca nie poszła na marne), i potencjalny czytelnik (bo czuje, że nie będzie rozczarowany lekturą). Sytuacja, w której książka nie przypada recenzentowi do gustu, jest znacznie trudniejsza. Każda negatywna uwaga na temat przeczytanej historii musi zostać należycie umotywowana. Napisać: "Opowieść nie powinna była ujrzeć światła dziennego", to o wiele za mało. Warto podać konkretne przykłady ilustrujące nasz sąd na temat książki. To tak słowem wstępu do dzisiejszej opinii. I nie - nie marzę o wydaniu podręcznika pt. "Jak napisać dobrą recenzję?". Do bycia ekspertem jest mi baaardzo daleko. Właściwie to od kilku lat sama staram się znaleźć odpowiedź na to pytanie. 

Piszę o tym wszystkim dlatego, że dzisiejsza recenzja z całą pewnością nie będzie peanem na cześć najnowszej powieści Dawida Waszaka, czyli "Czerwieni obłędu". Uwierzcie mi, że zwracanie uwagi na słabe strony czegokolwiek nie sprawia mi żadnej przyjemności. Wprost przeciwnie - czuję się z tym źle. Szczególnie wtedy, kiedy autor jest bardzo sympatycznym człowiekiem. Tak sympatycznym, że bez mrugnięcia okiem składa drugą dedykację... na tej samej książce. Dziwne? Dziwne, ale podobne rzeczy przytrafiają mi się codziennie i najprawdopodobniej wynikają z mojego roztrzepania.

"Czerwień obłędu" to pozycja w sam raz na jeden jesienny wieczór. Po pierwsze liczy sobie niecałe dwieście stron, a po drugie napisana jest całkiem przyjemnym językiem. "Połkniecie" ją bardzo szybko. Jeżeli nie jesteście przewrażliwieni na punkcie powtórzeń, na które można przecież trafić także w powieściach najlepszych pisarzy, to całkiem możliwe, że książkę Dawida Waszaka będzie czytało się Wam przyjemnie. Ja (niestety) mam na punkcie powtórzeń i zawiłości składniowych obsesję, dlatego zawsze drażni mnie, jeżeli język konkretnej opowieści nie jest wystarczająco różnorodny, bogaty. Autor "Czerwieni obłędu" ma lekkie pióro. Widać, że pisanie sprawia mu radość. Jego najnowsza książka może i nie jest idealna, ale z całą pewnością to nie wina stylu. Problem tkwi raczej w niewystarczająco dopracowanej warstwie fabularnej.

Wydaje mi się, choć oczywiście mogę być w błędzie, że Dawid Waszak wpadł na pomysł stworzenia "Czerwieni obłędu" i... zaczął pisać. Bez wcześniejszego, solidnego przygotowania. Może nie tyle chodzi o szczegółowe zaplanowanie tego, co będzie działo się na kartach powieści (bo istnieją przecież autorzy, którzy pisują świetne książki nie bawiąc się w tworzenie szczegółowych konspektów), ile o merytoryczne zgłębienie kilku kwestii odgrywających w historii istotną rolę.

Głównym bohaterem "Czerwieni..." jest mieszkający w Jarocinie Dorian Zajda. Mężczyzna przeciętny, ale jednocześnie intrygujący. Drażniący czytelnika swoim zachowaniem, ale zarazem wzbudzający sympatię a przynajmniej... współczucie. Ma prześliczną, kochającą żonę, utalentowanego synka i... pewien problem, do którego za żadne skarby świata nie chce się przyznać. Problem, który nie pozwala mu na normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Dorian każdego dnia musi mierzyć się z kotłującymi się w jego głowie myślami. Myślami, które powoli doprowadzają go do szaleństwa. Dorian zaczyna widzieć wydarzenia, które MOGĄ mieć miejsce. Stopniowo popada w obłęd. Obłęd z czerwoną sukienką w tle. 

Pomysł na historię jest całkiem ciekawy, ale niestety, co muszę zauważyć z przykrością, został przez Dawida Waszaka wykorzystany w jakichś trzydziestu procentach. Od książek, które koncentrują się na wnętrzu człowieka oczekuję, że pokażą mi to wnętrze z prawdziwym rozmachem, że wyczerpią podjęty temat, skłonią mnie do refleksji. W "Czerwieni obłędu" właśnie tego mi zabrakło. Coś zaczyna się dziać, jednak Dawidowi Waszakowi nie udaje się uchylić zasłon i spojrzeć głębiej. Rozbudowanie wątku problemów psychicznych Doriana mogłoby sprawić, że czytelnicy zapoznaliby się z "Czerwienią obłędu" z o wiele większą przyjemnością. Gdyby... Gdyby... Gdyby... Jak to się mówi? Chyba tak: "Co się stało, to się nie odstanie". No właśnie. Dlatego pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejną powieść Dawid Waszak zaplanuje znacznie lepiej :). 

Nie chciałabym jednak, żebyście zrozumieli mnie źle. "Czerwień obłędu" to książka mocno średnia, a nie beznadziejna. Hasło zamieszczone na jej okładce nie kłamie - ZOBACZYCIE, jak rodzi się obłęd. Tyle tylko, że tego nie ODCZUJECIE. Jasne, że powieść zasiewa w czytelniku ziarno niepewności, intryguje, jednak w większości przypadków ziarno to nie wykiełkuje. Nie ma do tego odpowiednich warunków. To historia, o której dość szybko zapomnicie.

Cała opowieść rozgrywa się w Jarocinie i... to widać! Autorowi udało się stworzyć bardzo realistyczny obraz kawałka świata, w którym przyszło żyć Dorianowi oraz jego bliskim. I to trzeba docenić.  

Za książkę dziękuję autorowi. Fakt ten nie miał wpływu na moją recenzję.

1 komentarz:

  1. Zdecydowane nie, dziękuję. To nie dla mnie. Nie lubię książek przeciętnych i irytujących bohaterów

    OdpowiedzUsuń